Internetowe umilacze życia!

Do napisania tego postu natchnęła mnie niedawno przeze mnie odkryta stronka - Spotify.com
Tak, zdaję sobie sprawę, że większość normalnych nastolatków korzystała z niej już wieki temu, ale ja nigdy nie jestem tą normalną.
W każdym razie - właśnie dzięki niej powstał w mojej głowie pomysł na przedstawienie wam stron, bądź też aplikacji, bez których nie wyobrażam sobie mojego dnia. Jeśli również takowe posiadacie, to dajcie znać! Często naprawdę ułatwiają życie ;)


Czytaj dalej...

20. "Amok" David Moody


Tytuł: "Amok"
Autor: David Moody
Cykl: Amok (tom I)
Rok polskiego wydania: 2008
Wydawnictwo: Amber
Stron: 231
Czytaj dalej...

Social media tag!

Dzisiaj przychodzę z trochę luźniejszym postem, bo niestety - jak widać - na blogu nadal wieje pustkami. Czasu brak. Po prostu nie ma - i już! Niedługo pojawi się recenzja, a w międzyczasie zapraszam do zapoznania się z dzisiejszym wpisem :)

A będzie to social media tag, który gdzieś tam się pałętał niedokończony w kopiach roboczych już od sierpnia. W końcu i na niego nadszedł czas!

Czytaj dalej...

19. "Chłopcy" Jakub Ćwiek

Listopad zaczął się tak bardzo pozytywnie! Zwłaszcza pod względem czytelniczym. Nie minął nawet tydzień, a ja już przeczytałam dwie książki, co mnie bardzo cieszy. Oznacza to bowiem, że być może nie będzie tu aż takich zaległości, jak miesiąc temu. Zapraszam na dzisiejszą recenzję :)



Tytuł: "Chłopcy"
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo : SQN
Rok polskiego wydania: 2012
Ilość stron: 306
Ocena: 7,5/10





Są drapieżni, odrobinę tajemniczy, zgrani jak mało kto. I dobrze wiedzą, czego chcą. Zagubieni chłopcy w niczym nie przypominają tych małych dzieci, które znamy z Disneyowskiej wersji bajki o Piotrusiu Panie. O nie, ta historia jest całkiem inna. Rządzi się własnymi prawami. Ja już je poznałam, ty - drogi Czytelniku - być może jeszcze nie, dlatego dam ci dobrą radę. Gdy ich spotkasz - schodź im z drogi. A jeśli byłoby to w mrocznym miejscu, do którego trafiłeś przypadkiem, jadąc w nocy pustą szosą - nigdy, ale to nigdy się nie zatrzymuj.

Autorzy tacy jak Jakub Ćwiek sprawiają, że odczuwam dumę z bycia Polką. Dzięki takim ludziom wierzę, że być może polski rynek czytelniczy ma jeszcze szansę na wybicie się. Dlaczego?

Otóż jestem świeżo po lekturze Chłopców i jest to jedna z lepszych książek, jakie czytałam ostatnio. Fakt, iż pochłonięta została ona przeze mnie w dwa dni - i to też tylko z braku czasu na dłuższe czytanie - mówi sam za siebie. I nawet to, że z reguły nie lubię opowiadań, jest w tym przypadku nieistotne, bo od tych niesposób się oderwać!

Lekka, z humorem, w sam raz na kilka jesiennych wieczorów. Historie dosyć niebanalne, tak jak i sam pomysł. Jak na opowiadania, to bohaterowie dość zróżnicowani. Wyraźnie zarysowani, więc łatwo można ich sobie wyobrazić, a jeśli ktoś by miał problemy to może zajrzeć do 'szkicownika' na końcu książki, w którym wszyscy zostali przedstawieni :) Już nie mogę się doczekać, aż przeczytam drugą część!

Czytaliście? Podzielacie mój entuzjazm?

Czytaj dalej...

18. "Pół życia" Jodi Picoult

W podsumowaniu października zapowiadałam wam, że jak tylko skończę czytać kolejną z książek mojej ulubionej autorki, to pojawi się jej recenzja - i oto jest! :)




Czytaj dalej...

Podsumowanie października!


Czytaj dalej...

17. "Pieśń kolibra" Ana Veloso



Tytuł: "Pieśń kolibra"
Autorka: Ana Veloso
Wydawnictwo: Świat książki
Stron: 363
Rok wydania polskiego: 2014
Ocena: 6,5




Dzień dobry!

Dzisiaj mam dla recenzję jednej z książek, które nabyłam okazyjnie w Biedronce. Obawiałam się, jakiej jakości one będą, ale ta mnie na szczęście nie zawiodła. Mam nadzieję, że pozostałe utrzymają poziom albo tylko go podwyższą :)



Lua urodziła się w niewoli. Nigdy nie zaznała "powiewu" wolności. Wychowana została na niewolnicę domową, mającą za zadanie pomagać swojej pani. Odpowiadało jej takie życie. Cieszyła się przywilejami, o których kobiety pracujące w polu nie mogły nawet zamarzyć. Nie znała swoich rodziców, jej stopa nie postanęła nigdy w Afryce, kraju jej przodków.
Zupełnie inaczej sprawa miała się z Kasindą - starą niewolnicą, tęskniącą za swoim domem. W ostatnich chwilach swojego życia prosi ona Luę, by - w tajemnicy- spisała historię jej życia. Przecież każdy chce, by pozostał po nas jakiś ślad.

Opowieść ta pisana jest dwutorowo. Z jednej strony mamy opis życia Kasindy, relację z jej porwania, pierwszych chwil spędzonych w niewoli, tułaczki w poszukiwaniu odrobiny szczęścia i buntu przeciw Portugalczykom. Z drugiej jest Lua, powoli zmieniająca swoje nastawienie do życia. Pod wpływem budzących się w niej uczuć zaczyna pragnąć więcej, niż dawało jej jej dotychczasowe. Przemiana dziewczynki w kobietę.

"Pieśń kolibra" jest bardzo poruszającą historią o pragnieniu czegoś, co dla nas jest teraz naturalne. O pogoni za wolnością, za godnością, za prawem do życia. Przedstawia w sposób obrazowy warunki panujące w kolonizowanej Ameryce Południowej, dyskryminację rasową, a także nieczułość ludzką na krzywdy innych.
Jeśli lubicie książki, których akcja dzieje się w XVIII wieku, to ta na pewno was zainteresuje. Serdecznie polecam, bo warto :)
Czytaj dalej...

"Wer bin ich?" - czyli poznajcie mnie trochę bliżej!

Dzień dobry! Czy może.. Dobry wieczór?

Zapraszam was dzisiaj serdecznie na pierwszy z serii wpisów, mających na celu przybliżenie wam trochę mojej osoby :) Będą one trochę luźniejsze, a nawet ośmielę się stwierdzić, że w ogóle niepowiązane z tematyką bloga.

O czym powiem wam dzisiaj? Mała podpowiedź!


Wiecie już? Tak, dziś opowiem o moim stosunku do jesieni

Wyjrzyjmy za okno. Drzewa są już "gołe". Zamiast trawników nasze oczy cieszą piękne, kolorowe dywany z liści. Coraz wcześniej robi się ciemno. Chmury zakrywają niebo, a z nich spadają wielkie krople deszczu, tworzące na szybach okien piękne mozaiki. Jesień na pewno ma swój urok. Potrafię zrozumieć ludzi, którzy ją uwielbiają. Tak, umiem... Ale ja do nich nie należę ;)

Dla mnie jest to, niestety, najgorszy czas w roku. Ciężko się wstaje, bo ciemno i zimno. Zaczynają szaleć pierwsze choroby wirusowe. Oj tak, grypę w szkole sprezentują Ci za darmo. A jak już o nauce mowa, to i do tego trudniej mi się teraz zabrać, bo jesienna słota sprawia, że chciałabym zapaść w sen zimowy. Jak żyć?

Trzeba znaleźć plusy! 
Gdzie ich szukać? 
To proste. Wszędzie.

Jakie są moje motywatory na chłodne wieczory?

1. Przypominam sobie, że to dobry czas na schowanie się w kocu z książką i kakaem. Nie lubisz świata w którym się znajdujesz? Nic straconego. Po prostu przenieś się w inny ;)

2. Jestem serialoholiczką. Ty też? Świetnie, więc już wiesz, co to oznacza! Jesień to czas wielu, wielu, wielu, ale to naprawdę wielu premier! Nie masz co robić? Leć po popcorn i urządź sobie weekendowy maraton! U mnie to zawsze działa. Tylko ostrzegam - raz w to wsiąkniesz i już się nie uwolnisz ;)

3. Masz swój ulubiony wełniany sweter, który jest z Tobą już od wielu wielu lat? Jesień to najlepsza pora, by wyciągnąć go z czeluści Twojej szafy i dumnie prezentować go rodzinie i znajomym.

4. Preferujesz zajęcia na świeżym powietrzu? Czapka w dłoń i do parku! Cała moja 20minutowa droga do szkoły prowadzi przez park i uwierzcie - mimo że nie lubię ani jesieni, ani zimy - jest tam naprawdę bajecznie. Można się zakochać w tym klimacie. Typ samotnika? Wybierz się na spacer z muzyką. Typ społeczny? Weź przyjaciółkę, kolegę, siostrę, brata (towarzysz dowolny ;) ) i zróbcie sobie jesienną sesję! Zdjęcia być może nie wyjdą, ale śmiechu będzie co niemiara!

5. Na koniec to, co dla nas - blogerów - najważniejsze. Więcej czasu na pisanie! Zapalcie zapachowe świece, zróbcie sobie pyszną herbatę i piszcie, piszcie, piszcie.. A ja będę Wam za to wdzięczna, bo mam czym się zająć, jeśli nie czytaniem waszych notek? :D

To są moje propozycje na umilenie sobie jesiennych dni, z których ja sama również chętnie korzystam. A Wy? Co robicie jesienią? Dajcie mi znać. Z chęcią się dowiem, jaki jest Wasz stosunek do tej pory roku :) 


+ Jeśli znajdę tu innych serialoholików to dajcie na siebie jakieś namiary! Tumblr? Twitter? Email? Cokolwiek? Może w końcu będe miała z kim podyskutować o tym, co oglądam :)

Czytaj dalej...

16. "Cień nocy" Andrea Cremer

Ten tydzień jeszcze do najgorszych szkolnych nie należy, więc łapcie kolejną recenzję! A od przyszłego podejrzewam, że znajdziecie u mnie w końcu kolejny wpis z cyklu 'Książka a film' oraz być może coś z serii postów o mnie, którą mam nadzieję zacząć, o ile znajdę na to czas :)



Tytuł: "Cień nocy"
Autorka : Andrea Cremer
Cykl : Cień nocy (tom 1)
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania polskiego: 2011
Stron: 415
Ocena: 4/10




"Cień nocy"... Szczerze powiedziawszy, bardzo ciężko przychodzi mi umieszczenie tej książki na skali 1-10. Naprawdę się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że jej średnia ocen na LC wynosi aż 7,39, czyli... Więcej niż posiada np. "Miasteczko Salem" ! , do którego - według mnie - nawet nie ma co porównywać "Cienia nocy". Skąd tak wysokie noty tej powieści? Nie wiem. Zaczęłam się zastanawiać, czy czytałam tę samą historię, co wszyscy inni. Jak to wyglądało z mojego punktu widzenia?


Akcja tej powieści rozgrywa się w małym miasteczku na zboczu góry,a jej głównym motywem są wilkołaki. Sami siebie nazywają oni jednak Strażnikami. Wataha zamieszkująca zbocza tego wzgórza jest podzielona na dwa klany - Karę Nocy i Cień Nocy. Każdy z nich ma za zadanie ochraniać inną jego część. Przepraszam, poprawię się - takie zadanie miały one do tej pory. Miały, bo, według planu, podczas święta Samhain alfa Kary Nocy i Cienia Nocy zwiążą się ze sobą, tworząc nowy, młody klan.
Komplikacje pojawiają się, gdy do miasteczka przybywa pozornie zwykły chłopak - Shay, a Calla zaczyna gubić się w swoich uczuciach. Stoi na rozdrożu i musi podjąć decyzję, czy ma podążać za własnym sercem, czy też działać dla dobra watahy.

Mimo iż opis nie brzmi może aż tak zachęcająco, to uwierzcie mi - na słowo lub, jeśli wolicie, przekonajcie się sami - fabuła jest naprawdę dobra. Uważam, że stanowi ona najlepszą część tej opowieści, nie mam się zbytnio do czego "przyczepić". Chyba nie muszę mówić, iż jest ona przeznaczona raczej dla młodszych czytelników, co nie znaczy, że nie spodoba się także starszym, jeżeli akurat lubicie takie tematy :)

A teraz proszę, zadanie dla Was. Kto się kiedykolwiek zawiódł na książce z genialną fabułą - rączka do góry!

Niestety, dobra historia to nie wszystko. Trzeba ją także umiejętnie "udekorować" słowami, a z tym już w "Cieniu nocy" nie było tak dobrze. Styl pisarki... Po prostu mnie denerwował. Był bardzo prosty, potoczny. Co prawda - na całe szczęście - nie znajdziemy tam młodzieżowego slangu, ani wyrażeń, które aż kłują w oczy, ale mimo tego... Coś mi nie pasowało. Nie umiem wam powiedzieć, co to dokładnie było. Miałam wrażenie, że autorka podsłuchała rozmowę dwójki osób i bez żadnej przeróbki przelała ją na papier, a ja oczekuję po powieściach troszkę ładniej brzmiących zdań, lepszej składni i tak dalej... Czytając, chcę czuć, że czytam. W tym przypadku, niestety, mocno się zawiodłam.

Kolejnym minusem jest fakt, iż cała fabuła - chociaż dobra -  rozgrywała się zbyt szybko. Było to bardzo naciągane, jakby Cremer spieszyła się z dokończeniem tej powieści. "Byle by było". Tworzyło to kolejną wadę, czyli bardzo naiwnych, denerwujących bohaterów.
Kiedy czytałam o tym, że Calla czuje się zobowiązana do poślubienia alfy drugiego klanu, a dwie strony dalej całowała się z innym chłopakiem, to krew mnie po prostu zalewała. Odniosłam przez to wrażenie, iż cała książka kręciła się wokół rozterek miłosnych głównej bohaterki, a z pewnością nie o to chodziło. Sam pomysł był dobry, ale można go było zrealizować o wiele bardziej umiejętnie.

Podsumowując - była to naprawdę trudna w ocenie pozycja, bo wiem, że gdyby nie strona techniczna, to byłabym właśnie po lekturze genialnej powieści. Niestety, nie mogę nawet powiedzieć, że należy ona do tych przeciętnych. Ot, dobra dla roluźnienia po cięższej tematyce.

Druga część tej serii zagości u mnie na półce głównie ze względu na intrygujące zakończenie "Cienia..". Napawa mnie ono nadzieją, że cykl będzie się coraz to polepszał, a nie na odwrót. No a poza tym... Okładka jest piękna i ślicznie wygląda na mojej półce! ;)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
1. Czytamy opasłe tomiska


Czytaj dalej...

15. "Miasteczko Salem" Stephen King

Październik ruszył pełną parą. Narazie jestem zadowolona z moich postępów czytelniczych, ale to był weekend - zobaczymy, jak to się potoczy w tygodniu. A co słychać u was? :)

A pierwsza recenzja tego miesiąca to *pampararam* :

Tytuł: "Miasteczko Salem"
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania polskiego: 2008
Stron: 524
Ocena: 8,5/10






Mała mieścina. Tragedia sprzed lat. Pisarz, powracający do miasta, aby ją opisać. To tak w skrócie. Ah, zapomniałabym. Ben Mears - czyli wyżej wspomniany autorzyna - nie jest jedynym nowym mieszkańcem miasteczka. W tym samym czasie do Salem przybyło coś jeszcze. Coś... Złowrogiego. Rządnego krwi. Pragnącego władzy. I nie spocznie, póki tego nie dostanie.

Stephen King niekwestionowanym mistrzem powieści grozy jest -  wszyscy o tym wiedzą. A "Miasteczko Salem" - najlepszym tego przykładem.

Sięgając po tę powieść spodziewałam się czegoś całkiem innego. Salem - z czym wam się to kojarzy? Tak, mi też. Oto i niespodzianka! - to nie jest tytuł nawiązujący do historii czarownic z Salem. Czy było to rozczarowaniem? Absolutnie nie.

Ale zaraz, zaraz... Skoro nie o wiedźmach, to.. No właśnie, o czym? Tego już wam nie zdradzę.  Jeśli sięgniecie po tę pozycję, to dowiecie się tego dosyć szybko. Kamil ( Kamil czyta książki) stwierdził, że nawet zbyt szybko. Niestety, tu muszę przyznać mu rację. Ledwo zaczęło się robić ciekawie, a już cała mgła tajemnicy otaczająca Salem została rozwiana. Byłby to może pewien problem u przeciętnego autora, ale King na szczęście - w opinii wielu fanów horrorów - do takich nie należy, więc wyszedł z sytuacji obronną ręką.

Czego możecie się spodziewać po tej powieści? Na pewno stale utrzymującego się, złowrogiego klimatu. Nie brakuje tu także zaskakujących zwrotów akcji. Dosyć znany motyw został przedstawiony w sposób - w miarę możliwości - oryginalny. King nie boi się ryzykować i gra va bank - wszystko albo nic. I, mimo że w pewnych momentach miałam ochotę nim potrząsnąć i krzyczeć, że tak przecież być nie może, ja się nie zgadzam, a w ogóle to co to za durny pomysł, żeby pokierować akcją w ten a nie inny sposób ;) , to całej powieści wyszło to zdecydowanie na dobre.

Jest to - jak do tej pory - najlepsza książka autorstwa tego Pana, z jaką miałam styczność. Chociaż przyznajny też, iż wybitną znawczynią Jego twórczości nie jestem ;) Fenomen tej historii? Czytając ją, nie czułam się przerażona, ale mimo tego - wizja zgaszenia światła wywoływała we mnie silne poczucie dyskomfortu.

Pozycja obowiązkowa dla Czytelników lubujących się w tego typu powieściach :)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
1. Czytamy opasłe tomiska

Czytaj dalej...

Złap okazję!



Kochani, jakby ktoś jeszcze nie słyszał - w Biedronce wielka okazja dla czytelników! Można się załapać na trzy książki w cenie  26zł. To niecałe 9zł za sztukę! Żal nie skorzystać. Myślę, że wybór - jak na sklep sieciowy, nienastawiony na sprzedaż akurat książek - jest naprawdę duży, więc, jeśli macie możliwość to lećcie sprawdzić, czy znajdziecie coś dla siebie :)

Ja byłam już wczoraj i oto tytuły, które upolowałam - pochwalę się, a co! Jak wszyscy, to wszyscy :




Spędziłam przy tych koszyczkach naprawdę dużo czasu i zastanawiam się, czy jeszcze tam nie wrócić ;)
A wy? Byliście? Kupiliście? Macie zamiar? Pochwalcie się! 


Czytaj dalej...

Podsumowanie września




Nie mam siły kompletnie na nic. Za dużo nauki. O wiele za dużo. Planowałam spędzić kolejne 4 godziny z matematyką i historią, ewentualnie jeszcze fizyką, ale po ponad godzinnym układaniu dialogu na niemiecki stwierdziłam, że... Pozwalam sobie na leniwy wieczór! Pewnie jutro będę tego żałować, ale halo,  pamiętajmy - jesteśmy tylko ludźmi- nie dajmy się zwariować. Czasami trzeba sobie odpuścić.
W każdym razie - podsumowanie września miało się pojawić dopiero w weekend, ale - a co mi tam? - z wyżej wymienionego powodu czyt. niespodziewanego przypływu czasu wolnego, będzie już dzisiaj :)



Przejdźmy do rzeczy!

We wrześniu przeczytałam.. Tylko 4 książki :(

Niestety, rok szkolny zbiera swoje żniwa. Łącznie było to jedynie 1377 stron, czyli 46 stron dziennie.
Rekordem życiowym na pewno to nie jest. W porównaniu do zeszłego miesiąca wypadam dosyć słabo (sierpień - 157str/dzień). Na swoje usprawiedliwienie powiem, że, oprócz szkoły, w tym miesiącu złapało mnie także chorubsko i przez dobry tydzień nie byłam fizycznie w stanie niczego czytać. Pozostaje nadzieja, iż październik będzie lepszy :)

Pozycje przeczytane i zrecenzowane we wrześniu (kliknięcie na tytuł przenosi do recenzji) :


Aktualnie czytam "Miasteczko Salem" Kinga i to będzie kolejna recenzja książkowa na stronie :)
Miałam w planie na wrzesień również post z cyklu "Książka a ekranizacja", ale niestety nie znalazłam czasu na zapozanie się z żadnym filmem :( Mimo tego, możecie się niedługo spodziewać wpisu z tej serii.
Miał się pojawić także opis moich wrażeń po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu, ale jak narazie wstrzymałam się z nim. Być może kiedyś się on jeszcze ukaże, kto wie :)

Nie omieszkam również pochwalić się Wam. Jestem z siebie dumna! W poprzednim miesiącu kupiłam tylko jedną powieść :) A były to "Echa pamięci" Katherine Webb. Upolowałam je za jedyne 20zł. Cóż za okazja! Było blisko jeszcze jednego zakupu, ale w końcowym rozrachunku do niego nie doszło- może i dobrze :)

Moją domową biblioteczkę zasiliły jeszcze dwa tytuły wygrane w konkursach, mianowicie : "Zacisze Gosi" Katarzyny Michalak i "Ocean na końcu drogi" Neila Gailmana.

I to by było na tyle. Wspomnę jeszcze, że odpowiedziałam też na nominację do Liebster Blog Award . Otrzymałam jeszcze jedno zaproszenie do tej zabawy, więc ukaże się również post z tej serii. Zastanawiałam się nad cyklem w stylu "Wer bin ich? - czyli poznajcie mnie z innej strony". Bylibyście zainteresowani postami o takiej luźnej tematyce? :)

Wrzesień uważam za oficjalnie zakończony. Życzę wszystkim dobrego, szczęśliwego października, no i oczywiście wytrwałości w blogowaniu :)




Czytaj dalej...

14. "Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews

Przychodzę do was w ten piękny weekend z prawdopodobnie ostatnią książkową recenzją we wrześniu :( Tak dużo lektur, tak mało czasu...

Tytuł: "Kwiaty na poddaszu"
Autorka: Virgnia C. Andrews
Wydawnictwo: Świat książki
Rok polskiego wydania: 2012
Stron: 380
Ocena: 8/10







Jest to pozycja bardzo rozchwytywana w mojej bibliotece. Długo się naczekałam w kolejce, żeby w końcu ją zdobyć. Ale miałam! Przeczytałam! Oceniłam.

Wydanie jakie możecie zobaczyć powyżej jest tak właściwie wznowieniem tej książki. Podobno jest ona bestsellerem od wielu lat. Porusza tak kontrowersyjne tematy, iż została zakazana w kilku stanach USA. Gdy zaczynałam ją czytać, nie wiedziałam o czym opowiada. Nie pokusiłam się nawet o zapoznanie się z opisem z tyłu okładki. Wiele razy słyszałam, że jest świetna, więc podeszłam do tej pozycji z pewnością i nawet nie czułam potrzeby wcześniejszego zapoznawania się z fabułą, bo i po co? Wiadomo jednak, że i tytuł, i okładka sugerują naszej podświadomości o czym, być może, opowiada lektura. Czy spodziewałam się takiego obrotu spraw patrząc na oprawę tej książki? Zdecydowanie nie.

Cathy, Chris, Cory i Carrie byli normalnym rodzeństwem. Szczęśliwa czwórka dzieci, która dni spędzała z mamą w oczekiwaniu na powrót ojca, jeżdżącego po kraju w sprawach biznesowych. Niestety, los tak chciał, iż pewnego razu nie wrócił już do domu. Nieszczęśliwy wypadek, ot co. Wtedy właśnie zaczęły się problemy. Okazało się, że rozbitej rodziny nie stać na utrzymanie domu. Musieli się wyprowadzić. Kierunek? Posiadłość dziadków. Niemałe zaskoczenie spotkało ich, gdy już tam dotarli. Okazało się bowiem, iż matka dawno została wydziedziczona, a chcąc z powrotem wkupić się w łaski swojego ojca ukrywa przed nim istnienie jej pociech. Rodzeństwo zostaje zamknięte na poddaszu i tam czeka, aż wszystko się ułoży i będą mogli wrócić do swojego normalnego życia. Podobno to potrwa tylko kilka dni..

Opinie co do "Kwiatów na poddaszu" są podzielone. Dwie grupy ich czytelników to Ci, którzy tę książkę pokochali i Ci, którzy ją znienawidzili. Nie spotkałam się chyba z kimś, kto miałby wypośrodkowane zdanie na jej temat. 

Ja należę mimo wszystko do tej pierwszej grupy. Ciężko mi jednak stwierdzić, iż "pokochałam" tę pozycję. Bardziej jestem nią zafascynowana, zaskoczona, zaintrygowana... Podczas jej lektury obudziły się we mnie uczucia i wrażenia, których nigdy jeszcze nie czułam podczas czytania żadnego tytułu. Nie wiem czym było to spowodowane, jeśli mam być szczera. Wydaje mi się, że to atmosfera tej książki, ktora cały czas utrzymuje się na takim samym, przygnębiającym poziomie wprawiła mnie w taki nastrój. Niewątpliwie porusza ona  także ciężkie tematy , o których nie rozmyślamy na codzień. A przecież one istnieją. Prawda, raczej nie w takiej formie, jak tu przedstawiono (chociaż kto wie?), ale istnieją. Tematy tabu, o których nie rozmawiamy, ani nawet nie myślimy. A mimo wszystko, one są - tu, obok nas - i czekają, aż ktoś w końcu zauważy ich istnienie, głośno je skomentuje. W "Kwiatach na poddaszu" są one ukazane bardzo wyraźnie. I w końcowym rezultacie przychodzi mi na ten temat do głowy jedno pytanie - kim my jesteśmy, aby osądzać, co jest słuszne, a co nie?

Książka bierze udział w wyzwaniu:



Czytaj dalej...

13. "Saga Sigrun" Elżbieta Cherezińska

Tytuł: Saga Sigrun
Autor: Elżbieta Cherezińska
Cykl : Północna Droga (tom I)
Data wydania  :  2009
Liczba stron: 404
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 7/10






Po kolejnej długiej przerwie wracam do was z następną recenzją! Nie wiem jak to się stało, że we wrześniu dodałam tylko trzy posty. Nie, właściwie wiem - nowa szkoła, nowi nauczyciele, trzy razy tyle nauki. Tadam, magiczny przepis na przestój na blogu! Dobra wiadomość jest taka, że w tym miesiącu planuję jeszcze jeden wpis z cyklu "Książka a ekranizacja" i prawdopodobnie jedną recenzję serialu, o ile zdążę go dokończyć. Również jeszcze dzisiaj zabieram się za kolejną książkę i mam nadzieję, że tym razem nie będę jej męczyć przez prawie dwa tygodnie ;) A teraz już nie przedużając:

Jestem świeżo po "Sadze Sigrun". Skończyłam ją czytać dosłownie kilka minut temu. Jak wrażenia?

Oczywiście bardzo pozytywne! Po "Trzech młodych pieśniach" nie spodziewałam się niczego innego ;) Rozpoczęłam ten cykl od tyłu, a teraz postanowiłam, że trzeba to w końcu zrobić jak należy! Pierwsza część jest już za mną i choć muszę przyznać, ze podobała mi się troszkę mniej, niż czwarta, to mimo wszystko była cudowna!

Elżbieta Cherezińska po raz kolejny (teoretycznie to pierwszy) zabrała mnie do zimnego, brutalnego świata Wikingów. Nie lubię historii. Nie ukrywałam tego nigdy i nigdy nie będę - nie lubię i już. Jednak mimo tego, Norwegia, jaka została przedstawiona w tej serii porywa mnie i przekonuje do siebie zupełnie. Opisy malowniczych fiordów, osad, gór, strumieni, łąk.. Biała zima i mieniące się kolorami lato. To wszystko znajdziemy w "Sadze Sigrun".

"Saga Sigrun" jest to ta sama historia, którą poznałam już w kolejnej części cyklu. Znałam jej zakończenie. A jednak nie zepsuło mi to wrażeń z lektury zupełnie, a wręcz dało satysfakcję. Miło było poznać wszystkie te wydarzenia z innego punktu widzenia. Uważam, że napisać tę samą opowieść na kilka sposobów, tak, żeby nie nudziła, samo w sobie jest sztuką!

Jeśli czegoś zabrakło mi w tej powieści, to może trochę tej twardości, którą poznałam w "Trzech młodych pieśniach". Męskiego spojrzenia na świat. Jego brak nie oznacza jednak wlokącej się akcji, co to, to nie ;) Cherezińska udowadnia jedynie, że w czasach wiecznych wojen znalazł się również czas na uczucia. Na miłość. Strach. Zazdrość. Pokazuje, że kobiety mimo upływu lat i stuleci tak naprawdę wciąż pozostają takie same.

Autorka nie zawiodła mnie także zakończeniem. Było ono może mniej wstrząsające, niż w "Trzech...", ale za to bardzo uczuciowe i jeśli ktoś potrafi wczuć się w emocje targające bohaterami, to myśle, że nie będzie zawiedziony, a wręcz przytłoczony ich ilością. Ma się rozumieć,  w tym pozytywnym sensie.

Oczywiście jako plus muszę obowiązkowo zanotować również genialne wplecienie w fabułę mitologii. Ciekawie, wzruszająco, a i przy okazji czegoś się nauczyłam :) Nic, tylko polecać. Takie jest moje subiektywne zdanie. A ktoś z was czytał? Jak wspominacie?

Książka bierze udział w wyzwaniu:
1. Czytamy grube tomiska
Czytaj dalej...

Liebster Blog Award



Dzisiaj weekendowo, więc stwierdziłam, że przyjdę do was z nieco luźniejszym wpisem :) Mianowicie, jak już się pewnie zdążyliście domyślić po tytule, zostałam nominowana do zabawy "Liebster Blog Award". 


Gdyby jeszcze ktoś nie wiedział o co chodzi, to po krótce wyjaśniam zasady:) 
Jest to nagroda, od osoby, przez którą zostaliśmy nominowani. Daje nam ona w ten sposób znać, że podoba jej się nasz blog i docenia naszą pracę :) Zadaje nam 11 pytań, odpowiadamy na nie, po czym sami nominujemy kolejne blogi i zadajemy im 11 pytań. Chyba wszystko jasne? No to zaczynamy!


Za nominację serdecznie dziękuję Claudii Ann z bloga Zaczytana w słowach.
A to pytania od niej:


1. Wiążesz przyszłość ze swoją pasją? 


W jakiś sposób na pewno, chociaż może nie w taki konwencjonalny sposób. Moją pasją jest język niemiecki. Nie mam zamiaru podejmować pracy związanej z tym kierunkiem, natomiast mam nadzieję, że uda mi się wyjechać tam na studia i, kto wie, być może zostać już na stałe :) Zobaczymy, czy dopisze mi szczęście.


2. Gdybyś mogła zamieszkać w dowolnej książce, to jaki byłby twój wybór i dlaczego? 


Hmm.. To trudne pytanie, naprawdę.  Nie umiem chyba wskazać konkretnego tytułu, bo w każdej znajduję coś, co podobało mi się baardzo w fabule powieści, ale w fabule mojego życia już by mi chyba nie przypadło do gustu ;)


3. Książka vs jej ekranizacja?


Ja jestem typem, który najpierw czyta książkę, póxniej dopiero ogląda ekranizację. Oczywiście niezawsze się to sprawdza, w sensie takim, że czasami np. natrafię na ekranizację w telewizji jeszcze przed przeczytaniem książki. Wtedy oczywiście ją oglądam, natomiast staram się nie robić tego w tej kolejności zbyt często.  O wiele lepiej porównuje mi się ekranizację do książki, niż książkę do ekranizacji. 


4.Jak długo blogujesz?


Bloguję od początku sierpnia, niedawno minął miesiąc :)


5. Jaki jest twoja ulubiona postać książkowa?


Hmm.. No naprawdę chyba trudniejszych pytań nie miałaś!  Nie wiem, mam wiele takich, które uwielbiam. Łatwiej by było chyba wybrać tą, której nienawidzę, bo tych jest o wiele mniej. 


6. Co sprawia ,że czujesz się szczęśliwa?


Nowe książki na mojej półce :D Przyjaciele. Rodzina. Fajne wypady na miasto. I słodycze, zdecydowanie słodycze!


7. Jakie są twoje marzenia?


Chciałabym mieć cudowną rodzinę. Wyjechać z Polski. I ogólnie podróżować, najwięcej jak się da! Więcej nie potrzebuję :)


8. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem?


Jak się zaczęła.. Hmm.. Jeśli chodzi tak ogólnie, to już jako 10latka miałam jakieś tam blogi, ale nawet nie pamiętam dokładnie jakie :D A jeśli chodzi o tego bloga, to po prostu stwierdziłam, że chcę sięz kimś podzielić moimi odczuciami odnośnie książek, które czytam :)


9. Ulubiona piosenka?


To się często zmienia :D Ulubiona piosenka na dziś - Yvonne Catterfeld "Pendel" :)


10. Co cię motywuje do pisania?


Komentarze czytelników oczywiście :)


11. Masz swojego fikcyjnego męża (albo mężów)?


Haha, aktualnie nie! Ale kiedyś szalałam za Damonem z "Pamiętników wampirów".  Stare dobre czasy ;)



A moje pytania to:

1. Dlaczego akurat taka tematyka bloga?
2. Czy twoi znajomi wiedzą o twoim blogu? 
3. Kolekcjonujesz książki albo płyty?
4. Jaką książkę polecił(a)byś każdemu?
5. Lubisz bawić się wyglądem bloga  czy jest to dla Ciebie katorgą?
6. Jeśli miał(a)byś zamieszkać kiedyś w innym kraju - gdzie by to było?
7. Najlepsza forma spędzania wolnego czasu według Ciebie?
8. Masz konta na portalah społecznościowych? Jeśli tak, to jakich? Jeśli nie, to dlaczego?
9. Wolisz papierowe książki czy ebooki?
10. Jakiego typu muzyki słuchasz?
11. Masz jakiegoś zwierzaka? :)

A nominuję!

1. Leronę
2. Agnieszkę P.
3. Nefmi
4. Elfika


Czytaj dalej...

12. "Pamiętam Cię" Yrsa Sigurdardóttir

Wracam do Was po dość długiej nieobecności, bo już prawie tydzień minął, odkąd ostatnio pojawiła się tu recenzja. Nie aż tak długo, ale i tak stanowczo zbyt dawno temu, zaglądałam na wasze blogi, za co też bardzo Was przepraszam i już lecę nadrabiać zaległości :) Niestety, zdaje mi się, że miesiące szkolne tak właśnie będą wyglądać, bo jak wiadomo - aż do wakacji - nauki coraz więcej, a czasu coraz mniej. Ktoś jeszcze ma problem z typu "dużo chęci, mało czasu"? Mam nadzieję, że nie jestem jedyna! 

A teraz już nie przedłużając - mam dla was dzisiaj recenzję horroru/kryminału skandynawskiej autorki, a jest to :


Tytuł: "Pamiętam cię"
Autorka: Yrsa Sigurdardóttir
Wydawnictwo: Muza
Data polskiego wydania: 2013
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10






Jak widać, jest to, według mojej opinii, książka naprawdę bardzo dobra. Za możliwość jej przeczytania dziekuję mojej bliskiej znajomej. Pozycja ta miała do mnie dotrzeć pod koniec czerwca, otrzymałam ją w ostatni weekend sierpnia, ale tego typu fakty pomińmy (kto z nas tego nie zna?).  W każdym razie, po zakończeniu lektury szybciutko napisałam do wyżej wspomnianej koleżanki i okazało się, iż nasze opinie o niej w większości się pokrywają. A jakie one tak właściwie są?

"Pamiętam cię" to książka dopracowana w każdym calu. Przynajmniej mi się tak wydaje. Jeżeli mieliście okazję przeczytać lub macie taki zamiar i rzuciło wam się w oczy jakieś rażące niedopowiedzenie, nierozwinięty wątek, źle skierowana akcja, to dajcie znać, z chęcią poznam wasze zdanie! :) Dlaczego moje jest takie a nie inne?

"Pamiętam cię" są to dwie równoległe historie.

 Pierwsza opowiada o Katrin, Lif i Gardarze, którzy wyruszyli na od dawna wyludnioną wyspę w celu wyremontowania jednego z domów, znajdujących się na niej i użycia go, jako pensjonatu dla podróżnych, którzy znajdując się w tych okolicach nie mają się gdzie zatrzymać. Ta idea narodziła się w głowach Gardara i jego bliskiego przyjaciela, a zarazem męża Lif - Einara. Niestety, zanim zdążyli zrealizować swój plan, Einar niespodziewanie pożegnał się z tym światem. Mimo tego, wyżej wspomniana trójka wyrusza na wyspę. Nie była to najfortunniejsza decyzja. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy i nie ma od nich ucieczki.

Druga mówi nam o psychiatrze, Freyrze. Zostaje on wezwany do włamania do jednego z przedszkoli w celu przedstawienia profilu psychologicznego sprawcy, opartego na wyrządzonych szkodach. Sprawa nie jest jednak tak błaha, jak się z początku wydaje. Okazuje się, iż ma ona bezpośredni związek zarówno z życiem samego psychiatry, jak i z innym śledztwem sprzed lat. 

Te dwie opowieści stopniowo łączą się w jedną, piękną, spójną całość. Osobiście nie znalazłam pytania, które pozostałoby bez odpowiedzi. Dopracowane są najmniejsze szczegóły i chyba właśnie to mnie najbardziej w tej książce urzekło. Jej złożoność. Jej budowa. Tę pozycję mogłabym porównać do puzzli. W pierwszej chwili, gdy wysypujemy je na stół nie możemy zobaczyć nic ciekawego. Dopiero później, po ułożeniu połowy, wyłania się ogólny zarys, a gdy już skończymy naszą układankę, widnieje przed nami prawdziwe dzieło sztuki. Tak samo jest z tym tytułem.

Wbrew pozorom, mimo iż jest to horror, nie jest to książka płytka. Porusza ona różne ważne tematy związane z naszym życiem, od zdrad przez strach i nienawiść po miłość rodzicielską. Oczywiście nie są one na głównym planie, ale jednak - nie jest to pozycja skupiająca się tylko i wyłącznie na elementach, mających na celu przerażenie czytelnika.

Przez cały czas jej czytania utrzymuje się ciężka atmosfera, co w tego typu tytułach jest akurat wielkim plusem. "Pamiętam cię" naprawdę trzyma w napięciu i jeżeli jesteście osobami strachliwymi, to lepiej nie czytajcie jej w nocy.

Nie chcę tutaj za bardzo słodzić, ale słowo daję, że minusów jako takich się w tej książce nie doszukałam. Pierwszy horror książkowy od dawna, przy którym tak się bałam, dlatego wszystkim fanom tego gatunku serdecznie polecam :)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
1. Czytamy krymiały (klik)



Czytaj dalej...

11. "Pod kopułą" Stephen King

Garść statystyk:

Ilość stron: 923
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydanie polskie: 2010
Ocena: 6/10






Czytaj dalej...

Podsumowanie sierpnia

Witam wszystkich serdecznie :)

Dzisiaj przychodzę do was z podsumowaniem sierpnia. Tak, dziś ostatni dzień tego miesiąca, a co za tym idzie - ostatni dzień wakacji. Dlaczego? :( Za szybko to zleciało. Wam też?



Ale zanim powitamy wrzesień na dobre, powiedzmy kilka słów o sierpniu. Co się u mnie działo w tym czasie?

Założyłam tego bloga! Już niedługo minie równy miesiąc :)
Zrecenzowałam dla was aż 10 książek! Sama jestem zaskoczona, że aż tyle dałam radę pochłonąć i wam tutaj opisać. Były to:

1. "Z innej bajki" Jodi Picoult (recenzja)
2. "Upadki" Anne Provoost (recenzja)
3. "Złodziejka książek" Markus Zusak (recenzja)
4. "Pan Mercedes" Stephen King (recenzja)
5. "Najlepsze opowiadania. Tom 1" H.P. Lovecraft (recenzja)
6. "Sophie, wróć!" Emma Pearse (recenzja)
7. "Opcje na śmierć" Jarosław Klejnocki (recenzja)
8. "Grona gniewu" John Steinbeck (recenzja)
9. "Bez mojej zgody" Jodi Picoult (recenzja)
10. "Północna Droga - trzy młode pieśni" Elżbieta Cherezińska (recenzja)

Łącznie przeczytałam w tym miesiącu około 4871 stron, co daje w przybliżeniu 157 stron dziennie

Oprócz tego prezentowałam wam tutaj moje najnowsze nabytki. W ramach luźniejszych postów wzięłam również udział w zabawie My first book TAG, gdzie mogliście się dowiedzieć o moich pierwszych podbojach czytelniczych. No i również w tym miesiącu rozpoczęłam cykl, który mam nadzieję będzie się pojawiał dosyć regularnie. Jest to "Książka a  film", czyli różnice między powieścią i jej ekranizacją. Na pierwszy ogień poszło "Bez mojej zgody" powstałe na podstawie książki Jodi Picoult.

No i to tyle z życia mojego bloga. Mam nadzieję, że wam się podoba. Do napisania/przeczytania już we wrześniu :)



Czytaj dalej...

Sierpniowe zdobycze Zaczytanej


Dobry wieczór wszystkim!

Sierpień nieubłaganie dobiega końca, niestety. Z tego powodu stwierdziłam, że już czas, żeby podzielić się z wami moimi zdobyczami tego miesiąca. 


Zdjęcia są okropne, wiem i bardzo was przepraszam, ale:
  1. Geniuszem aparatu nie jestem
  2. Mój sprzęt pozostawia wiele do życzenia
  3. Jakąś godzinę temu zrobiło się zwarcie i... Nie mam w domu światła! No, a przynajmniej tych dużych świateł. Małe lampki działają, bo są podłączone do osobnego obiegu. To niestety spowodowało, iż zdjęcia musiałam robić.. Na łóżku :/ , bo nigdzie indziej nie mam wystarczającego oświetlenia.
Także jeszcze raz przepraszam za ich wygląd, ale każde będzie opisane, żeby nie było wątpliwości, o jaką książkę chodzi :)


No a teraz przechodząc do rzeczy, oto moje sierpniowe nabytki:




1. "Siła trucizny" Maria V. Snyder
2. " Cyrk potępieńców" Laurell K. Hamilton
3. "Podróż po miłość. Maria" Dorota Ponińska
4. "Neva" Sara Grant
5. "Pan Mercedes" Stephen King (recenzja)


6. "Ostatni wykład" Randy Pausch i Jeffrey Zaslow
7. "Proroctwo sióstr" Michelle Zink
8" Strażniczka bramy" Michelle Zink


9. " Wieża nadziei" Marget Sandemo
10. "Krąg magii 1. Księga Sandry" Tamora Pierce
11. "Tajemnica starego browaru" Krzysztof Smura
12. "Mroczny anioł" Eden Maguire
13." Cień nocy" Andrea Cremer
14. "Pustkowia" Blake Crouch


15. " Mroczne szaleństwo" Karen Marie Moning
16. " Mroczna kolekcja" Ted Dekker
17. " Dalziel&Pascoe. Okrótna miłość" Reginald Hill
18. "Skradzione życie" Jaycee Dugard
19. "Upadki" Anne Provoost (recenzja)
20. "Blogerchef. W sieci przepisów"


Czytaliście jakieś? Polecacie? Zawiedliście się? Nie sądziłam, że tego się uzbierało aż tak dużo. Moja domowa biblioteczka powoli zaczyna istnieć, z 4 książek zrobiły się 24 :)



Czytaj dalej...

10. "Z innej bajki" Jodi Picoult


Garść statystyk:

Ilość stron: 308
Autor: Jodi Picoult, Samantha van Leer
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania w Polsce: 2013
Ocena: 7/10
Czytaj dalej...

9. " Najlepsze opowiadania. Tom 1" H.P. Lovecraft

                                       Garść statystyk:

Ilość stron: 393
Autor:  H.P. Lovecraft
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania w Polsce: 2008
Czytaj dalej...

8. "Złodziejka książek" Markus Zusak




Garść statystyk:
autor: Markus Zusak
ilość stron: 495
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
rok wydania w Polsce: 2008
ocena 10/10

Czytaj dalej...

7. "Upadki" Anne Provoost

                                                                                                                                       
                                                                                                                           
          Ilość stron: 225
                                                                                                                                Autor: Anne Provoost
Wydawnictwo: EZOP
Rok wydania w Polsce: 2006
Ocena: 6,5/10

Czytaj dalej...

My first book tag!

Dzień dobry wszystkim! :)

Dzisiaj wyjątkowo nierecenzyjnie, bo zamiast tego postanowiłam zrobić "My first book tag".

Otagowana zostałam przez Nefmi z bloga http://readwithnefmi.blogspot.com/
Bardzo dziękuję! :)

No to zaczynamy!


1. Pierwsza lektura.

Pierwszą lekturą, jaką pamiętam była chyba któraś z części "Koziołka Matołka" w drugiej klasie. A jeśli nie ta, to na pewno inna Kornela Makuszyńskiego, bo był patronem mojej podstawówki :)


2. Pierwsza książka, którą pokochałam.

Pierwsza książka, którą pokochałam to najprawdopodobniej taka, która zawierała baśnie polskie. Pamiętam, jak mama czytała mi na dobranoc np. o smoku wawelskim albo szewczyku Dratewce. Mogłam ich słuchać codziennie i nigdy mi się nie nudziły.


3. Pierwsza książka, którą znienawidziłam.

Nie będę chyba oryginalna, jeśli wymienię tutaj "Krzyżaków" Sienkiewicza. Z reguły staram się dokańczać książki, jak nudne by nie były, ale w tym wypadku dobrnęłam jakoś do połowy i się poddałam, tak jak cała reszta mojej klasy..


4. Pierwsza książka, którą sama kupiłam.

Było to jakoś pod koniec podstawówki, więc ręki sobie nie dam uciąć, ale to chyba był "Zmierzch" Stephanie Meyer.


5. Pierwsza książka, którą pożyczyłam.

Ale pożyczyłam komuś czy sobie z biblioteki? W pierwszym wypadku była to również któraś z części "Sagi Zmierzch". W drugim - nie mam zielonego pojęcia. Lektury szkolne. Mogę wam powiedzieć, jaką książkę jako pierwszą wypożyczyłam w mojej ukochanej bibliotece, w której założyłam konto już.. 4 lata temu! Jej, jak to zleciało. A była to książka "Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger.


6. Pierwsza książka, którą sprzedałam.


Znowu "saga Zmierzch" po tym jak przeczytałam ją z 10 razy (nie oceniajcie, ej, byłam dzieckiem). 


7. Pierwsza książka, którą zrecenzowałam.


Są to "Trzy młode pieśni" Elżbiety Cherezińskiej o tutaj 


8. Pierwsza nieskończona książka.

Jak pisałam wyżej - staram się jednak dotrwać do końca, jednak kilka razy wymiękłam. Pierwszym takim przypadkiem była "Strefa światła" Wiktorii Zender. Była dla mnie po prostu zbyt poważna, jak na mój wiek. Nadal leży u mnie na półce, może niedługo się na nią skuszę, a może nie.


9. Pierwsza książka, która doprowadziła mnie do łez.

Zdecydowanie "Złodziejka książek" Markusa Zusaka. Ostatnio właśnie postanowiłam odświeżyć sobie tę pozycję i przeczytać ją jeszcze raz, więc za około dwa tygodnie pojawi się u mnie jej recenzja. :)


10. Pierwsza książka, której ekranizację obejrzałam.

Podejrzewam, że "W pustyni i w puszczy".


11. Pierwsza seria, którą przeczytałam.

Po raz kolejny zmierzch. Pewnie było coś wcześniej, ale naprawdę nie pamiętam.


12. Pierwsza książka, którą pamiętam z dzieciństwa.

Nie mam zielonego pojęcia, jaki to był tytuł, ale pamiętam że była duża, cienka, a na okładce był miś ze skarbem. Jak można się domyślać, była to historia o niedźwiedziu :P


13. Pierwsza książka, na której wydanie czekałam.

Chyba "Ja, anielica" Katarzyny Bereniki Miszczuk.


14. Pierwsza książka, do której świata chciałabym się przenieść.

Jakaś książka o czarodziejkach. Zawsze chciałam czarować :)


15. Pierwsza książka, która spowodowała, że zakochałam się w czytaniu.

Nie mam chyba takiej. Lubiłam czytać zawsze i od zawsze.


I to tyle! A wy? Jak byście odpowiedzieli na te pytania? Powiedzcie mi w komentarzu lub jeśli macie ochotę zróbcie ten tag u siebie. Nie nominuję nikogo specjalnego, kto ma ochotę, tego zapraszam do zabawy :)


Czytaj dalej...

6. "Grona gniewu" John Steinbeck




Garść statystyk:
Ilość stron: 670
Autor: John Steinbeck
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania w Polsce: 2012
Ocena: 7,5/10

Ta pozycja wpadła w moje łapki zupełnie przypadkiem. Stephen King wspomniał o niej w "Panu Mercedesie" (klik), a ja - jak to ja - biorąc pod uwagę, że jestem bardzo ciekawską osóbką, szybciutko sprawdziłam, czy ta książka jest dostępna w mojej bibliotece i, nie czytając nawet opisu, zamówiłam ją. Na drugi dzień leżała już u mnie na półce i czekała na swoją kolej.
Jest to jedna z książek z listy 100 tytułów BBC (tutaj).

Czytaj dalej...

Książka a film - słowem wstępu i "Bez mojej zgody"

Cześć!
Dziś dzień chciałabym rozpocząć na tym blogu nową serię, zatytułowaną "Książka a film". Nie wiem, jak często będą się pojawiały wpisy z tego cyklu, bo kinomanem nie jestem. Również nie tak dawno, komentowałam na jednym z blogów, że zdecydowanie wolę książki i raczej nie popieram ekranizacji, gdyż tylko zacierają dobre wrażenie po lekturze. Ale.. No właśnie! Pojawia się tutaj słynne 'ale..'. Żeby wiedzieć, czy film zepsuł książkę, czy może trzyma poziom, trzeba go najpierw obejrzeć :) Raz na jakiś czas, odważam się na ten krok ( chociaż wierzcie mi, że poprzedza go pół godziny zastanawiania się, czy na pewno warto, bo jeśli jakiś reżyser psuje moją ukochaną pozycję, to lepiej nie mówić jak reaguję...) i będę tutaj opisywała moje odczucia po jego wykonaniu :)

A teraz przechodząc już do części właściwej wpisu.





Ekranizacja na dziś: "Bez mojej zgody"(recenzja książki tutaj)


Przez dłuuugi czas nie mogłam nigdzie "dorwać" tej książki. W końcu wyszło na to, że najpierw obejrzałam film (dwukrotnie!), a dopiero później, w końcu, ją przeczytałam. Zapewne będzie więc to wpływało na mój osąd. Nie myślcie jednak, że po prostu coś mi się uroiło. Że po obejrzeniu ekranizacji zmniejszyłam oczekiwania odnośnie lektury. Nie, tak nie było.

Zdradzę wam sekret. Nie jestem osobą, która płacze na byle łzawej scence. Po prostu nie. Mam w sobie dużo z mojej mamy, ale akurat tej cechy po niej nie odziedziczyłam (moja mamusia płacze na co drugim filmie). Muszę jednak się przyznać, że w tym wypadku przepłakałam około 30 min z wszystkich 94. 

To było coś pięknego. Fenomenalna Cameron Diaz w roli walczącej o życie córki matki. Genialna Abigail Breslin, jako młodsza córka, która przez cały film, aż do ostatnich kilku minut, w których sytuacja się wyjaśnia, bardzo przekonywująco odgrywała swoją rolę. Po prostu coś pięknego.

Małe różnice między książką a filmem?


1.W pisemnej wersji tej historii sędzią rozpatrującym sprawę Anny i Kate był mężczyzna, w filmie - kobieta. Jednak tu muszę powiedzieć coś, czym zaskakuję nawet siebie samą. Bardziej podobała mi się wersja filmowa. Po prostu myślę, że postać żeńska lepiej nadawała się do tej roli.

2. W książce mamy do czynienia z Julią - kuratorem procesowym. W ekranizacji ta postać zostaje pominięta, a szkoda, bo dzięki niej poznajemy trochę bliżej prawnika Anny. Sama osoba Julii też jest dosyć ciekawa. Rozumiem jednak, że zmieścić tak grubą książkę w półtoragodzinnym filmie nie było łatwo i trzeba było z czegoś zrezygnować.

3. W powieści każdy rozdział jest opowiadany z perspektywy innego bohatera. W filmie, o ile występuje jakakolwiek narracja - jest mówiona przez Abigail Breslin (Annę).

4. W powieści lepiej poznajemy brata dziewczynek - Jessy'ego, jak również ich ojca. Jednak z reguły w filmie postaci są mniej opisane,bo po prostu nie ma na to czasu, więc niech nikogo to nie dziwi.

Oprócz tych małych różnic, pojawiła się także jedna wielka, mianowicie: zakończenie. W filmie zostało ono diametralnie odmienione. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Każdy powinien zdecydować sam. Oba były równie cudowne, chociaż wydaje mi się, że to książkowe bardziej skłaniało do refleksji; przynajmniej mnie bardziej ono poruszyło, niż to drugie.

Jeśli jeszcze nie oglądaliście tego filmu, to zachęcam bardzo bardzo mocno - tak samo zresztą, jak do przeczytania książki. Z ulgą mogę stwierdzić, że jest to jedna z lepszych ekranizacji, która niczego nie odjęła tej cudownej książce, mimo tych kilku zmian. Mało tego, myślę, że nawet "ulepszyła książkę" (o ile to w ogóle możliwe), bo pokazała inną wersję zakończenia tej historii, co udowodniło, że życie nie zawsze toczy się tak, jak byśmy tego chcieli.

Czytaj dalej...
Wiecznie Zaczytana © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka